DYLEMAT WIĘŹNIA A PROGRESJA PODATKOWA I KORKI W WARSZAWIE
2007-03-26 17:21:15
Wpadłem ostatnio w „klimaty drogowe”. I doszedłem do wniosku, obserwując „PT Kierowców”, że trudno się dziwić wynikom kolejnych wyborów: przecież to w końcu jeżdżą wyborcy. Mamy taką władzę, jakich mamy kierowców-wyborców. Przy okazji: pisałem poprzednio o WOLNOŚCI i światłach mijania, a nie o światłach mijania i statystykach bezpieczeństwa. Pisałem, co JA widzę w lusterku wstecznym albo przed sobą i co mi ogranicza MOJĄ WOLNOŚĆ wyprzedzania innych. WOLNOŚĆ w ujęciu liberalnym jest indywidualna, a nie statystyczna. A że używanie świateł mijania pogarsza widoczność pieszych i rowerzystów? Zróbmy kolejny eksperyment: jak kierowca będzie miał do wyboru czołowe zderzenie ze słabo widocznym samochodem jadącym z przeciwka, albo ruch kierownicą i najechanie na lepiej widocznego pieszego idącego poboczem, to na zasadzie odruchu bezwarunkowego, który manewr wykona? Co prawda w Niemczech nie wprowadzono jeszcze obowiązku jazdy na światłach, ale bynajmniej nie z powodu poszanowania dla wolności jednostek. Czy ktoś widział Niemca jadącego bez świateł jak pada deszcz?
Po rozważaniach o wolności i światłach mijania, przyszedł mi do głowy problem przestrzegania niektórych znaków drogowych w kontekście tak zwanych pułapek społecznych. Na Moście Poniatowskiego w Warszawie jeden pas ruchu przeznaczony został dla komunikacji miejskiej. Więc większość kierowców stoi w korku na tym drugim. Ale wielu innych nie będzie przecież rozbiło z siebie „baranów” tylko bardzo inteligentnie [w ich mniemaniu wymagać to musi chyba niesłychanej inteligencji] pomyka tym pasem ruchu, który jest mniej zapchany. Oczywiście na koniec muszą się wepchnąć przed tych, których właśnie minęli, co korek jeszcze potęguje. Sądząc po jakości samochodów, to pewnie ci sami, którzy narzekają na zbyt wysokie progresywne podatki, bo jakby byli w pierwszym przedziale skali podatkowej, to by sobie takich samochodów nie kupili. Warto więc wskazać na pewne podobieństwa obu zjawisk. Uprzedzam od razu, że będzie to tekst trochę przy długi dla niektórych i trzeba włożyć troszkę wysiłku w jego zrozumienie. Więc niecierpliwych, preferujących teksty lekkie, łatwe i krótkie odsyłam do robiących furorę taśm ze „studia nagraniowego A.G. Records”…
Jak pisał Friedrich Hayek, tam, gdzie wielkość produktu społecznego, a nie własne wkłady do niego, daje jednostkom moralne prawo do pewnego udziału w nim, żądania tych, którzy zasługują na nazwę „pasażerów na gapę”, stają się nieznośną kulą u nogi dla gospodarki. U niektórych ludzi rodzi się tendencja do korzystania z dóbr publicznych, bez odpowiedniego udziału w procesie ich wytwarzania lub utrzymania. Jest to dylemat nierozerwalnie związany z konstrukcją samej umowy społecznej. Jak twierdzi Otfried Höffe, „zgodnie z zasadą korzyści dystrybutywnej uczestnicy umowy dbają tylko o własny interes, a wtedy – paradoksalnie – większą korzyść widzą w niedotrzymaniu umowy”. Problem „gapowicza” dostrzega także John Rawls, pisząc, że „tam, gdzie ogół jest szeroki i obejmuje wiele jednostek, każda osoba staje przed pokusą, by usiłować uchylić się od wniesienia swojego wkładu. Jest tak dlatego, że to, jak postąpi dana osoba, nie wpływa w znaczący sposób na ilość wytwarzanego dobra. Jeśli dobro publiczne zostaje wytworzone, jej korzystanie z niego nie ulega zmniejszeniu przez to, że nie wniosła żadnego wkładu. Jeśli nie zostaje wytworzone, jej działanie i tak nie zmieniłoby sytuacji”.
Höffe analizuje przykład przedsiębiorstwa komunikacyjnego. Jak koszt funkcjonowania komunikacji rozkłada się równomiernie na wszystkich użytkowników, jazda jest tańsza niż podróż prywatnym samochodem, ale staje się droższa, gdy koszty nie są rozkładane równomiernie na wszystkich użytkowników. Z jednostkowego punktu widzenia racjonalne jest niepłacenie za bilet. Wyłania się jednak ryzyko, że inni też skorzystają z „dobrodziejstwa” jazdy na gapę, przez co przedsiębiorstwo komunikacyjne upadnie. Zniszczona w ten sposób zostanie korzyść tańszego jeżdżenia wspólnego w stosunku do droższego jeżdżenia prywatnego. Każdy z gapowiczów znajdzie się więc w sytuacji gorszej od tej, w jakiej by się znalazł, gdyby wszyscy byli uczciwi. „Krótko mówiąc – pisze Höffe – nierozumnie jest samemu być uczciwym, dwaj nieuczciwi również wyjdą na głupków. Byłoby im lepiej, gdyby obaj byli uczciwi. Bycie uczciwym jest jednak dla jednostki racjonalne tylko wówczas, gdy nie musi się bać, że tylko ona jest uczciwa, a zatem głupia”.
Tymczasem w przypadku wieloosobowych gier o sumie niezerowej, wypłaty dla wszystkich graczy rosną w miarę wzrostu liczby graczy, którzy kooperują ze sobą, choć każdemu z nich z osobna może bardziej opłacać się w danym momencie wybór strategii dominującej, która w dłuższej perspektywie czasowej przyniesie szkodliwe rezultaty zarówno dla innych, jak i dla niego samego. Najlepiej znanym, i można powiedzieć najsłynniejszym przykładem gry o sumie niezerowej jest Dylemat Więźnia. Melvin Dresher i Merrill Flood wykazali, że w grze o sumie niezerowej mającej dokładnie jeden punkt równowagi, może ona nie być optymalna w sensie jakie przypisywał optymalności Vilfredo Pareto. Stwierdził on, że nie można oczekiwać zaakceptowania jakiegoś rozwiązania, jeżeli możliwe jest inne, dla wszystkich korzystniejsze. Jak pisze Straffin, „wynik gry jest nieoptymalny w sensie Pareto (albo subparetooptymalny, lub nieefektywny Pareto), jeśli gra ma inny wynik, dający obu graczom wyższe wypłaty, lub jednemu z graczy taką samą, a drugiemu wyższą. Wynik jest paretooptymalny, jeśli takiego innego wyniku nie ma”. Albert Tucker prezentując tę grę na seminarium na Uniwersytecie Stanforda uzupełnił ją historyjką, dzięki której zyskała ona swa nazwę. Prokurator przedstawia dwóm podejrzanym o napad na bank aresztantom następującą możliwość:
(1)jeżeli do przestępstwa przyzna się jeden, a drugi będzie się wypierał, ten który się przyznał zostanie zwolniony, a drugi skazany na 10 lat;
(2)jeżeli obaj się przyznają, każdy dostanie 5 lat;
(3)jeżeli żaden się nie przyzna, to żaden nie zostanie skazany za napad, ale pod jakimś błahym pretekstem każdy zostanie skazany za coś innego na rok.
W Dylemacie Więźnia chodzi o podjęcie decyzji, której rezultat zależy od nieznanej decyzji kogoś innego, identycznie jak w dylemacie pasażera na gapę. Jeżeli przyjmiemy zasadę równej pozycji obu więźniów mamy prosty wybór: przyznania się i nie przyznania. Proste prawo liczb pokazuje, że druga możliwość (nie przyznania się) jest zdecydowanie lepsza, gdyż pociąga za sobą mniejszą karę. Sytuacja więźniów komplikuje się dopiero wówczas, gdy w grę wchodzi trzecia możliwość: jazdy na gapę jednego z nich i przyznania się przez niego w nadziei, że drugi się nie przyzna.
Z perspektywy indywidualnej jednego z więźniów najniższy wymiar kary wynosi zero, najwyższy – dziesięć lat. Możliwe są też warianty pośrednie: pięciu lat lub roku. Z perspektywy zbiorowej obaj powędrować mogą za kratki na dwa lata (gdy żaden się nie przyzna i każdy skazany zostanie na rok) lub dziesięć lat, (jeżeli przyznają się obaj i obaj zostaną skazani na pięć lat lub gdy jeden się przyzna, a drugi nie, w rezultacie czego jeden zostanie zwolniony, a drugi skazany na dziesięć lat). Nie ma możliwości, aby obaj zostali skazani na maksymalny wymiar kary dziesięciu lat, podobnie jak nie ma możliwości, żeby obaj nie zostali skazani w ogóle. Zupełny brak kary dla jednego z nich jest możliwy tylko w przypadku gdy się on przyzna, a drugi nie. Ale czy ten, który się przyzna, może liczyć na to, że drugi się nie przyzna? Nie może, a przynajmniej nie powinien. Musi bowiem zakładać, że ten drugi będzie myślał tak samo. Według strategii minimaksowych opracowanych dla gier zerosumowych, które polegają na szeregowaniu alternatywnych możliwości według najgorszego z ewentualnych rezultatów, obaj powinni przyznać się do winy, bo to pozwala każdemu z nich zmaksymalizować zysk lub zminimalizować stratę niezależnie od decyzji podejmowanych przez drugiego. Ten, który się przyzna, może zostać skazany maksymalnie na pięć lat, a jeżeli drugi się nie przyzna, pierwszy może nawet zostać od razu zwolniony. Jeżeli natomiast się nie przyzna zostanie skazany co najmniej na jeden rok, a w przypadku gdy drugi się przyzna, to pierwszy zostanie skazany na lat dziesięć. Każdy z nich ma do „wygrania” zwolnienie natychmiastowe, gdy się przyzna a drugi nie, a ryzykuje pięcioma latami więzienia, jeżeli drugi się też przyzna. Jeżeli natomiast się nie przyzna ryzykuje dziesięcioma latami więzienia, w przypadku gdyby drugi się przyznał, a może zyskać cztery lata, gdy drugi także się nie przyzna (jeden rok zamiast pięciu w przypadku przyznania się obu). Jak więc widać, ryzyko w tym drugim przypadku jest dwa razy większe niż w pierwszym – dziesięć lat więzienia zamiast pięciu.
Czasami najskuteczniejszy wybór dokonywany przez danego gracza nie zależy od tego, co zrobią pozostali gracze. Jest to gra z tak zwaną strategią dominującą. Czasami zaś wybór dokonywany przez danego gracza jest zawsze zły, w tym sensie, że inny wybór byłby dla niego lepszy, bez względu na decyzje podjęte przez pozostałych graczy. Jest to gra z tak zwaną strategią dominowaną. To właśnie strategia nazywana przez psychologów egocentryczną strategią dominującą każe obu więźniom przyznać się do winy. Strategia: "przyznanie się " obu graczy/więźniów dominuje strategię "nie przyznanie się ". Konflikt pomiędzy racjonalnością indywidualną, a optymalnością według Pareto wydaje się nieusuwalny.
Jednak z grupowego punktu widzenia obu więźniów, a nie indywidualnego punktu widzenia każdego z nich, wybór tej strategii choćby przez jednego zawsze daje taki sam łączny wynik dziesięciu lat więzienia (0+10 lub 5+5). Przyznanie się mogłoby więc zostać uznane za optymalne tylko w przypadku, gdyby opisana gra była grą zerosumową, w której wygrana jednego jest równa przegranej drugiego. W Dylemacie Więźnia więźniowie mogą zyskać nie tylko jeden kosztem drugiego, gdy jeden się przyzna, a drugi nie. Mogą także otrzymać nagrodę niejako z „zewnątrz”, gdy nie przyznając się otrzymają stosunkowo łagodny wymiar kary jednego roku każdy. Gdyby wybrali strategię kooperacji nie przyznając się, zyskaliby po cztery lata wolności – każdy zostałby skazany na rok, a nie na pięć lat, czyli razem zyskaliby osiem lat wolności. Jeden rok mógłby stracić tylko ten, który zostałby zwolniony w przypadku gdyby się przyznał, a drugi by się nie przyznał. Jednakże prawdopodobieństwo takiego rozwiązania w przypadku wyboru egocentrycznej strategii dominacji jest bardzo niewielkie. Bardziej opłacalne dla każdego z nich z osobna i dla obu razem byłoby wybranie strategii kooperacji i nie przyznanie się, czyli zaryzykowanie dodatkowymi pięcioma latami więzienia (perspektywa dziesięciu lat więzienia jeżeli drugi więzień się jednak przyzna, wobec pięciu lat, gdy przyznają się obaj) w celu zyskania dodatkowych czterech lat wolności (perspektywa jednego roku więzienia gdy nie przyznają się obaj, wobec pięciu lat gdy obaj się przyznają).
Dylematu Więźnia by w ogóle nie było, gdyby istniała tylko alternatywa podstawowa: obaj się przyznają lub obaj się nie przyznają. W takim układzie wybór byłby definitywnie przesądzony. Decyzja więźnia „przyznającego się” jest racjonalna tylko w przypadku, gdy drugi więzień może się „wyłamać”. Trzeba jednak mieć świadomość, że jest to swoista postać „podróżowania na gapę” polegająca na czerpaniu korzyści z nieprzestrzegania reguł w sytuacji, gdy partner reguł tych przestrzega. Niebezpieczeństwo takie wynika immanentnie z konstrukcji umowy społecznej. W pierwotnym stanie natury jednostka dysponuje wolnością niczym nieskrępowaną. Inne jednostki dysponują takim samym zakresem wolności. Sfery tych wolności się przecinają. Jednostki więc decydują się ograniczyć zakres swojej własnej wolności, pod warunkiem wszelako, że to samo uczynią wszystkie pozostałe jednostki. W efekcie zakres wolności jednostki jest mniejszy, ale za to nie jest ona naruszana przez innych. W tym stanie wtórnym każdy ma się więc lepiej, niż miał się w stanie pierwotnym. Jednakże najlepszym rozwiązaniem dla jednostki, lepszym zarówno od stanu pierwotnego, jak i wtórnego, byłoby naruszenie umowy i „podróżowanie na gapę” tak, aby tylko inni ograniczyli zakres swojej wolności. Natomiast ci, którzy umowy przestrzegają, znajdują się w sytuacji najgorszej z możliwych: redukują zakres swojej wolności, pogarszając sytuację pierwotną nie korzystając z dobrodziejstwa wynikającego z takiej samej redukcji wolności ze strony innych, którzy umowy nie przestrzegają. W ten sposób następuje jednak pomieszanie kryteriów oceny: racjonalności i moralności. Warunkiem zastosowania obiektywnie efektywniejszej strategii jest wzajemne zaufanie obu więźniów do swojej uczciwości. A o to najtrudniej. Dlatego mamy zarówno progresję podatkową, jak i większe korki na Moście Poniatowskiego.
ZOBACZ KOMENTARZE: - liczba komentarzy: 7
Komentowany blog: DODAJ WŁASNY KOMENTARZ DYLEMAT WIĘŹNIA A PROGRESJA PODATKOWA I KORKI W WARSZAWIE
Chapeau bas
Zbigniew Galar 2007-03-26 19:23:24
Obowiązek włączania świateł możemy przyrównać do sygnalizacji świetlnej. Istnienie sygnalizacji chociaż ogranicza wolność prowadzących pojazdy, w ostatecznym rozrachunku przyspiesza ruch pojazdów w miastach z dużą liczbą skrzyżowań. Nie zmniejsza to liczby poważnych wypadków co widać najlepiej na filmach ze skrzyżowań w Iraku czy w Indiach, gdzie samochody poruszają się w zupełnym chaosie na skrzyżowaniach, a dzięki małej prędkości do wypadków nie dochodzi.
Jednak na tych skrzyżowaniach samochody muszą poruszać się wolniej co wydłuża czas podróży a więc globalnie szkodzi ekonomii kraju.
Co do dylematu więźnia to jednostki wyłamujące się z reguł powinny być supresowane przez służby porządkowe w stylu kontrolerów biletów. To że jest społeczne przyzwolenie dla tego typu praktyk to tylko dlatego, że MPK są państwowe to jest niczyje. To tego wielu ludzi w czynie patriotycznym nie płaciło za bilety za socjalizmu nie chcąc wspomagać okupacyjnej władzy.
W autobusach prywatnych nie ma tego problemu bo płaci się przy wejściu.
W praktyce to właśnie nacisk społeczny ludzi zajmujących się wyłapytaniem jednostek niemoralnych, ludzi którzy lubują się w pilnowaniu moralności powoduje, że system społeczny dalej ma się dobrze. Każde społeczeństwo ma takich ludzi, dla których przyjemność złapania oszusta jest tak wielka, że szukają go nawet wtedy, gdy wiąże się to z osobistymi stratami.
jazda dwoma pasami czy jednym
Sledgehammer 2007-03-27 10:22:49
Otóż myli się Pan panie Robercie. Nie wiem jak jest na rzeczonym moście Poniatowskiego ale w przypadku zwężenia na jezdni możliwe są dwie sytuacje: albo jeden pas jest wyłączony z ruchu, albo jeden pas jedzie w lewo a drugi w prawo. W pierwszym wypadku NALEŻY jechać pasem bez wyjazdu do końca a na samym końcu włączyć się do ruchu, w drugim wypadku zaś rzeczywiście należy od razu ustawić się w kolejce na właściwym pasie. W drugim wypadku bowiem blokowanie _nie_swojego_ pasa jest utrudnieniem dla chcących jechać w mniej atrakcyjnym kierunku. W pierwszym zaś równomierne obciążenie obydwu pasów powoduje że WSZYSCY uczestnicy ruchy mogą jechać z pewną stałą prędkością, a włączanie się na zasadzie zamka błyskawicznego jest możliwe nawet przy dość dużej prędkości. Oczywiście jeśli jeden z pasów jest przeznaczony wyłącznie dla autobusów/taksówek to jest to sytuacja druga i wjazd na ten pas pownien być karany mandatem o maksymalnej wysokości. I w takich miejscach powinni stać policjanci a nie chować się w krzakach i łapać szybko jadących kierowców
Most Poniatowskiego
Z++ 2007-03-27 19:27:38
Panie Robercie ! Ten przykład z Mostem Poniatowskiego świadczy tylko o nieudolności władz Warszawy.W Krakowie zmałpowano światowe rozwiązania i na moście Grunwaldzkim ( oraz na dużym fragmencie ulicy Dietla ) autobusy jeżdżą specjalnie przygotowanym torowiskiem tramwajowym.Na Alejach 3 Wieszczów poszerzono nieco drogę kosztem pasa zieleni i przygotowano 3 pasy ruchu w tym jeden wyłącznie dla komunikacji zbiorowej.Sposobem na wyłączenie pasa ruchu w związku z robotami drogowymi byłoby wprowadzenie do kodeksu drogowego znaku analogicznego do niemieckiego "Reissverschluss" czyli nakazu przepuszczania samochodów z drugiego pasa po jednym na każdy samochód z pasa głównego.
Warszawskich cwaniaków ( a jest ich pełno - bo gdy , jeżeli ktoś wpycha się na pas awaryjny podczas, gdy inni stoją pokornie w korku , to na 90% ma rejestrację zaczynającą się na "W" - co miałem okazję wielokrotnie obserwować ) można zaś oduczyć od jazdy pasem nieprzeznaczonym dla nich kładąc niewysoki krawężnik na linii oddzielającej pasy ruchu.
długi wpis to i długi komentarz wklejo0ny ze strony UPR
joy 2007-03-29 18:47:41
2007-03-29 : Wojciech Popiela
Światła światłom nierówne
Sejm uchwalił, senat się zgodził, a pan prezydent podpisał ustawę zmuszającą nas do jeżdżenia na światłach przy każdej pogodzie i w każdym miejscu Polski (także stojąc np w korkach) przez cały rok, wręcz już "na wieki". Dla bezpieczeństwa Polaków, gdyż państwo dba o bezpieczeństwo swoich obywateli.
Trudno zaprzeczyć, że auto ze światłami jest lepiej widoczne niż bez świateł. Trudno zaprzeczyć, że widoczne jest to zwłaszcza wówczas, gdy jedni jadą "na światłach" a inni nie. Gdy jadą wszyscy efekt jest nieco słabszy, ale jest. Jak argumentowali zwolennicy, dzięki temu ochronimy więcej istnień ludzkich. Chwalebny zamiar, to prawda. Prawdą jest też, że nieco ogranicza wolność nas wszystkich i zmusza wszystkich do kosztów, w imię ochrony życia kilku osób rocznie. Nie lubimy tego, ale taką argumentację można zrozumieć. Swoją drogą: czy w takim razie poprzednie władze świadomie narażały Polaków na niebezpieczeństwo jazdy bez włączonych świateł? Kto za to odpowie? - można jednak zapytać i czekać na inne nakazy, np kurtek odblaskowych dla pieszych, tak często potrącanych lub powodujących wypadki kierowców, chcących uniknąć potrącenia pieszego.
Jak podała jedna z gazet "W dniach, kiedy świeci oślepiające słońce, przy którym samochód bez świateł jest mniej widoczny. Z policyjnych statystyk wynika, że w 2005 r. oślepiające słońce było jedną z głównych przyczyn blisko 600 wypadków, w których zginęło 47 osób, a ponad 730 odniosło obrażenia. Nakaz jazdy na światłach ma zmniejszyć liczbę ofiar takich wypadków o 20 procent."
20 procent z 47 to ok. 10 żyjących osób rocznie więcej.
Ciekawe jednak, że dla uratowania 10, a może większej liczby, niewinnych osób pan prezydent i PiS, o PO (inicjatorzy przymusu włączania świateł?) i SLD nie wspominając, nie chcą nie robić wyjątków w prawnej możliwości zabijania dzieci, choćby wiązało się to z ograniczającym wolność i kosztownym ciężarem noszenia "niechcianego" dziecka przez 9 miesięcy i oddania go później do adopcji.
Przy czym jeśli chodzi o światła, przymus narzucany jest w sytuacji przypadkowej - wypadek powodowany za małą widocznością to kwestia "losowa". W drugim przypadku to decyzja lekarza dokonującego zabicia niewinnych osób.
(Skoro już o tym, to czy słyszeli Państwo by sprawna jak nigdy dotąd prokuratura zajęła się lekarzem z publicznych, medialnych wyznań pani A.Tysiąc, który żądał od niej nieopodatkowanych 5 tys. łapówki za dzieciobójstwo?)
Widząc taką wybiórczość "naszej władzy kochanej" trudno oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi o żadne "ratowanie życia na drodze" i "wolność kobiet", tylko o zwiększenie dochodów producentów żarówek samochodowych i większych wpływów z VAT i akcyzy związanych ze wzrostem zużycia paliwa, a także zyski ze sprzedaży pigułek wczesnoporonnych i równie zyskowne doświadczenia z ludzkimi embrionami, o wykorzystywaniu ich w kosmetyce nie wspominając (nie mylić z wytwarzaniem mydła z ludzi - to było dawniej, za innego socjalizmu, teraz mamy postęp technologii).
A na horyzoncie widać już zyski z uśmiercania starców... I dla budżetu i dla firm prywatnych. Wszak pieniędzy z OFE się nie dziedziczy...
a teraz od siebie dodam:
NIEMA WOLNOŚCI DLA WROGÓW WOLNOŚCI
i dlatego w tej sprawie jako osobie niepoczytalnej (sądząc po argumentacji) powinni ci odebrać wolność wypowiedzi
ps
piszę o tobie z małej litery bo bardzo zmalałeś w moich oczach i mam nadzieję że nietylko...
wyjaśnienie do mego wcześniejszego posta
joy 2007-03-29 18:52:07
ostatnie trzy linijki są ode mnie natomiast cała reszta to tekst wklejony ze strony UPR a na tym blogu coś wszystko dziwnie scala bez odstępów !?
przydała by się opcja "zmień"
joy 2007-03-29 19:00:11
pisząc tak ostro o tobie czynię to tylko dlatego że do tejn pory "miałem o tobie wysokie mniemanie" lecz kiedy................napisałeś co myślałeś cała prawda się wydała a dotego masz klapki i odporność na argumenty..........gdybyś był zwykłym komuszkiem to bym się nie wysilał by coś napisać ale to co powiedziałeś to jak zdrada ideałów wolności (mam tylko nadzieję że z powodu choroby czerwonych oczu a nie dla....mamony czy poklasku "salonu")
skoro juz o zabijaniu ...
bybros 2007-04-18 23:31:51
tak wiec ktos tu poruszyl temat smierci na drogach i kosztow... skoro naszym rzadzacym zalezy na bezpieczenstwie to czemu kazde skrzyzowanie nie jest bezkolizyjne? kazde przejscie dla pieszych podziemne albo przez kladke..itp itd a poprawiloby to rowniez komunikacje ...brak swiatel , brak korkow, lub ich znaczne ograniczenie...przynajmniej w teorii.